środa, 15 kwietnia 2015

kły i kiełki

Po czte­rech dniach cze­ka­nia na kiełki wie­sioł­kowe nie dawa­łam im więk­szych szans. Nie drgnęły. Im tward­sze nasiona i wię­cej nama­cza­nia, tym więk­sze nie­bez­pie­czeń­stwo, że pleśń je dorwie wcze­śniej niż chęć życia. Te dziki powinny były mieć wolę walki, ale kto je tam wie­dział.

Dziś minął tydzień i muszę oddać im spra­wie­dli­wość. Żyją. Odsz­cze­kuję obawy i szcze­rzę kły (na apa­rat).




Wie­siołki są jesz­cze małe i wiot­kie. Rosną dużo wol­niej niż na przy­kład wysiana w tym samym cza­sie rze­żu­cha, o któ­rej zdą­ży­li­śmy już zapo­mnieć. A sma­kują tro­chę jak lucerna, ale trudno to porów­nać.


wiesiołek dwuletni, nasiona wiesiołka, kiełkownica, kiełkownik, wysiewanie kiełków, evening-primrose sprouts, oenothera biennis, dzikie rośliny jadalne


Lokalne mistrzo­stwo zie­lo­nej deter­mi­na­cji należy się meli­sce. Została już doszczęt­nie zje­dzona, zosta­wiona sama na waka­cje i porząd­nie zawiana mro­zem przy wie­trze­niu kuchni. I cią­gle jej się chce.


melisa lekarska, melissa officinalis, zioła doniczkowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz