niedziela, 6 grudnia 2020

geografia regionalna

Połowa maja. Zbieram kwiatostany sosny z drzewa rosnącego na skraju mazowieckiego lasu. Nie mam czasu się nimi zająć, więc usuwam brązowe łuski i zalewam miodem spadziowym iglastym, prezentem z Podlasia. Wstawiam słoik do lodówki.

Połowa października. Wracam z porannych zakupów z chlebem gryczanym z pobliskiej piekarni. Pieczony na liściach, w smaku jest jak gościnna zamojszczyzna. Wyciągam masło i hajnowski ser z popiołem od Serów z Puszczy. Patrzę na ten kontrastowy marmurek, gryzę szeroki plaster. Jest kremowy i taki pełny w smaku, ale rozglądam się jeszcze za ostatnim elementem. I przypomina mi się ta majowa sosna.









12 komentarzy:

  1. Geografia regionalna, a może jednak globalizacja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślisz? Tu wszystko mazowiecko-podlaskie, tylko wspomnienia smaku zataczają szersze kręgi.
      Globalizację widzę w miodzie manuka, serach z Azorów, kwiatach bananowca i litewskim chlebie. :)

      Usuń
  2. Och, a ja kwiatostany sosny zalałam spirytusem:(
    Pysznie wyglądają Twoje kanapeczki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pyszności. Na razie tylko z opisu i zdjęć, ale mamy na nie ochotę już od dawna :) Dzięki za inspirację, pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezależnie od tego, czy widzimy globalizację, czy regionalizację, piszesz zbyt RZADKO.
    Czuję się niedouczona.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ktoś tu pisał o zalewaniu kwiatostanów sosny spirytusem? :D

    OdpowiedzUsuń