Warzywo z tradycjami albo jeden z najgorszych chwastów. Krewniak
marchewki, pietruszki i jednocześnie wielu niebezpiecznych
roślin. Budzi skrajne uczucia, przydaje się w kuchni, rośnie naprawdę
wszędzie. Podagrycznik czyli kozia stopka.
Jadalne są młode liście, niekoniecznie wiosenne, bo w cienistych miejscach albo po skoszeniu, można je znaleźć przez cały rok. Pomyłka z innym gatunkiem jest wykluczona, jeżeli pilnuje się dwóch rzeczy: podagrycznik ma liście nieowłosione, a ich budowa to trójlistkowa góra i podwójnie złożone boczne listki na dole.
Znacie smak zielonej cierpkości, która czasem jest wyczuwalna w rdzeniu korzenia marchwi? Tak właśnie smakuje podagrycznik. Znajomo, zielono, wyraźnie. Tradycyjnym zastosowaniem dla niego są zupy, ale pasuje też do placków, sałatek, jako jarzynka na ciepło, a nawet w potrawach stir-fry.
kopytka z kozią stopką
350 g ugotowanych i przestudzonych ziemniaków
130 g mąki pszennej
15 g mąki ziemniaczanej
1 małe jajko
pęczek liści podagrycznika
garść mąki do podsypania blatu
do gotowania: łyżka soli mniej więcej na 4 litry wody
Podagrycznik umyć i posiekać. Ziemniaki przecisnąć przez praskę albo zemleć w maszynce. Dodać mąkę, jajko, zieleninę i szybko zagnieść ciasto. (W przypadku podwajania proporcji, lepiej przygotować ciasto dwa razy, żeby nie rozpływało się podczas gotowania.) Podzielić na części i z każdej uformować wałek o grubości około 3 cm, spłaszczyć go i odkrajać ukośnie kluski. Nie dopuścić do posklejania i niezwłocznie gotować w osolonej wodzie, kilka minut od wypłynięcia. Podawać na wytrawnie, jako dodatek lub samodzielne danie np. z masłem albo ulubionym sosem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluchy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 kwietnia 2017
środa, 30 listopada 2016
kocykowe jedzenie
Na dzień z burym światłem, kiedy między uszami przepływają chmury. Wszystko jedno, czy na zewnątrz plucha i listopadowy wiatr, czy rozmoknięty sierpień i 10 stopni. Kiedy nic tylko się zwinąć w kłębek, robię leniwe. Nie apetyczne, kopytkowate serniczki, tylko grudkowate kluchy o niezbyt określonym kształcie. Najlepsze na świecie, miękkie, nie za słodkie i pachnące wanilią.
idealne leniwe
0,5 kg twarogu półtłustego
2 duże jajka
szklanka mąki
łyżka domowego cukru waniliowego (ewentualnie kupnego wanilinowego)
sól do gotowania
Białko jajka ubić na sztywną pianę, a twaróg rozgnieść widelcem. Wymieszać biały ser, żółtka, mąkę i cukier, na końcu dodać pianę. Tradycyjna procedura wygląda tak: rolowanie na podsypanej mąką stolnicy, spłaszczanie wałka z góry, krojenie w kopytkowe kawałki i odkładanie oddzielnie, żeby się nie skleiły, a na koniec wrzucanie pojedynczo do gotującej się osolonej wody.
Masa się mocno klei i uformowanie wałeczków wymaga sporej ilości mąki do podsypania, więc żeby kluchy wyszły lżejsze można zrobić prościej: nakładać ciasto łyżką na wrzątek. Trzeba wtedy dobrze docisnąć porcję ciasta, żeby nie rozpadło się w gotowaniu.
Kilka minut po wypłynięciu kluski są gotowe.
Podaję je z masłem i szczyptą cukru, jak w moim ulubionym nieistniejącym już barze mlecznym, ale zwolennicy tartej bułki albo cynamonu niech doprawiają, jak chcą.
I nigdy nie fotografuję, w końcu nie do tego służy comfort food.
idealne leniwe
0,5 kg twarogu półtłustego
2 duże jajka
szklanka mąki
łyżka domowego cukru waniliowego (ewentualnie kupnego wanilinowego)
sól do gotowania
Białko jajka ubić na sztywną pianę, a twaróg rozgnieść widelcem. Wymieszać biały ser, żółtka, mąkę i cukier, na końcu dodać pianę. Tradycyjna procedura wygląda tak: rolowanie na podsypanej mąką stolnicy, spłaszczanie wałka z góry, krojenie w kopytkowe kawałki i odkładanie oddzielnie, żeby się nie skleiły, a na koniec wrzucanie pojedynczo do gotującej się osolonej wody.
Masa się mocno klei i uformowanie wałeczków wymaga sporej ilości mąki do podsypania, więc żeby kluchy wyszły lżejsze można zrobić prościej: nakładać ciasto łyżką na wrzątek. Trzeba wtedy dobrze docisnąć porcję ciasta, żeby nie rozpadło się w gotowaniu.
Kilka minut po wypłynięciu kluski są gotowe.
Podaję je z masłem i szczyptą cukru, jak w moim ulubionym nieistniejącym już barze mlecznym, ale zwolennicy tartej bułki albo cynamonu niech doprawiają, jak chcą.
I nigdy nie fotografuję, w końcu nie do tego służy comfort food.
Subskrybuj:
Posty (Atom)