Liliowce jedliśmy żywcem, były też piklami. Teraz mają farsz i również im pasuje. W naszym letnim świecie to taki odpowiednik kanapek z białym serem.
Chrupiące kwiaty o onieśmielających cytrusowych kolorach, im
bliżej ogonka, tym ostrzejsze w smaku. Z czymś dobrym w środku.
Szybkie jedzenie w rękę na wynos – na ogród.
kwiaty liliowca faszerowane serem
10 rozwiniętych kwiatów liliowca
ok. 5 dużych pąków kwiatowych
spory pęczek szczypiorku
200 g twarogu
100 g topionego serka śmietankowego
sól, pieprz
Z kwiatów usunąć słupki i pręciki. Pączki i szczypiorek drobno posiekać, połączyć z serami na jednolitą plastyczną masę, doprawiając solą i pieprzem. Każdy kwiat nadziewać niedużą ilością farszu (objętości pełnej łyżeczki raczej niż łyżki), najłatwiej jedną ręką, żeby druga pozostawała sucha do trzymania kwiatów. Podawać od razu, otwarte.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liliowiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liliowiec. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 lipca 2016
wtorek, 7 lipca 2015
piklowce
Kwiaty kojarzą się powszechnie z eteryczną słodyczą, choć bliżej im zwykle do sałaty. A liliowiec (Hemerocallis) to zdecydowanie sałata z pazurem – jest co ugryźć i całkiem to-to pikantne. Chlup go do marynaty! Przy okazji w ocet trafiły też kwiaty funkii (Hosta), żeby wykorzystać pewną inspirację.
Jakiś taki za bardzo fuzu-bio-eko-muzu ocet jabłkowy na półce mi został, straszliwie mętny, w dodatku o wystudzeniu go pomyślałam dopiero po zalaniu kwiatów. Bałam się, że zgorzknieją, ale się tylko trochę zeszkliły, za to zassane zakrętki są niewątpliwym plusem. Po kilku dniach słoik z liliowcami nabrał czerwoniastego koloru, ale same kwiaty zbladły.
Jako że marynata była korzenna, dominuje pikantny smak duetu goździk-ziele angielskie. Poza tym piklowce wyglądają intrygująco i są sympatycznie chrupiące.
marynowane pąki liliowca i funkii
nierozwinięte kwiaty
ocet jabłkowy
sól, cukier, ziarnisty pieprz, ziele angielskie, goździki
Do wyparzonych słoików włożyć po dwa goździki, ziarna pieprzu i ziela angielskiego. Ciasno upakować kwiaty. Jeszcze ciaśniej. I jeszcze trochę ścieśnić. Ocet zagotować z solą i cukrem w proporcji: łyżeczka soli i pół łyżeczki cukru na każdą szklankę octu. Wystudzić marynatę (albo i nie). Zalać słoiki, szczelnie zakręcić i odstawić do lodówki na około 2 tygodnie.
A po tych 2 tygodniach trzeba je szybko zużyć, bo dłużej przechowywane tracą chrupkość i konsystencja robi się nijaka.
Jakiś taki za bardzo fuzu-bio-eko-muzu ocet jabłkowy na półce mi został, straszliwie mętny, w dodatku o wystudzeniu go pomyślałam dopiero po zalaniu kwiatów. Bałam się, że zgorzknieją, ale się tylko trochę zeszkliły, za to zassane zakrętki są niewątpliwym plusem. Po kilku dniach słoik z liliowcami nabrał czerwoniastego koloru, ale same kwiaty zbladły.
Jako że marynata była korzenna, dominuje pikantny smak duetu goździk-ziele angielskie. Poza tym piklowce wyglądają intrygująco i są sympatycznie chrupiące.
marynowane pąki liliowca i funkii
nierozwinięte kwiaty
ocet jabłkowy
sól, cukier, ziarnisty pieprz, ziele angielskie, goździki
Do wyparzonych słoików włożyć po dwa goździki, ziarna pieprzu i ziela angielskiego. Ciasno upakować kwiaty. Jeszcze ciaśniej. I jeszcze trochę ścieśnić. Ocet zagotować z solą i cukrem w proporcji: łyżeczka soli i pół łyżeczki cukru na każdą szklankę octu. Wystudzić marynatę (albo i nie). Zalać słoiki, szczelnie zakręcić i odstawić do lodówki na około 2 tygodnie.
A po tych 2 tygodniach trzeba je szybko zużyć, bo dłużej przechowywane tracą chrupkość i konsystencja robi się nijaka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)