Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pąki drzew i krzewów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pąki drzew i krzewów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 maja 2018

na błonie!

Wiosnę mamy bujną i z gestem, wszystko błyskawicznie się zmienia. Teraz najpiękniej jest w zdziczałym sadzie. Kwitną jabłonie i grusze, a głogi i jarzębiny szykują pąki kwiatowe, zieleni się trawa, pokrzywy jeszcze nie zdążyły urosnąć do pasa, a w słońcu nawet nie tną komary.

Stare jabłonie nie są w najlepszej formie, kilka konarów odłamało się do połowy, leżą teraz i kwitną, ale zranione drzewa nie zabliźnią już tych miejsc. Na pniach widać grzyby, a na cienkich gałązkach zwyrodnienia. Nie pamiętam, żeby w ostatnich latach ktoś zbierał owoce.




Ze złamanej gałęzi pozbierałam pąki, a właściwie szczyty gałązek razem z liśćmi. Zbiera się najdelikatniejsze liście i same pączki kwiatowe, żeby wydobyć najbogatszy aromat, ale z zerwanych gałązek nie odrywałam specjalnie kwiatów, żeby spełnić ten wymóg. Strąconą łokciem kępkę liści też dorzuciłam do torby.

Zawartość mojego bawełnianego worka jest najładniejszą herbatą świata. Większość tej urody ginie później wraz z objętością, ale na końcu ujawnia się piękno ukryte - niesamowity miodowy kolor. No i smak, wspaniale rozwijający się z czasem.




Najpierw oddzieliłam trochę różowych kulek i rozsypałam pojedynczą warstwą na tacy do ususzenia w chłodnym cieniu. Pozostałą część zbioru przygotowałam do reakcji enzymatycznych (skrótowo nazywanych fermentacją), czyli pozwoliłam im zwiędnąć, pokroiłam na koło centymetrowe kawałki i zgniotłam partiami w moździerzu. Chodzi o to, żeby liście zrobiły się wilgotne od soku, ale bez zupełnej utraty kształtu. Można oczywiście ugniatać i rolować je w dłoniach. Zamknęłam w słoiku i wstawiłam do piekarnika na 2 godziny w temperaturze 40 stopni, a potem zostawiłam tam do wystygnięcia.




Zbrązowiałe liście z zaparowanego słoika trzeba wysuszyć, ja pomogłam sobie piekarnikiem. Metoda suszenia jest prawie dowolna, ale ponieważ herbata będzie jeszcze dojrzewać, wchodzą w grę dość niskie temperatury. Tak samo jak z miodem, 40 lub ewentualnie 50 stopni to bezpieczna granica.

Kiedy pączki i herbata zupełnie wyschły, wymieszałam je ze sobą. Nie wszystkie, bo nie wiem jeszcze, czy nie utlenią się w kontakcie z brązem suszu. Mam nadzieję, że zachowają ten kontrast, ale na wszelki wypadek osobno przechowuję zapas.




To już właściwie wszystko, można zamykać słoik i odstawiać w ciemne miejsce, albo najpierw wybrać papierową torbę, żeby nie martwić się o niedosuszenie i rozwój pleśni. Ale ponieważ herbatę szykuję też na prezenty, postanowiłam ją przesiać. Zwykłe kuchenne sitko pomogło oddzielić większe kawałki od drobnicy, głównie pylników kwiatów. Te pozostałe śmietki zapakowałam w torebki herbaciane i trochę przypadkiem powstała wersja ekspresowa jabłoniowej herbaty.




Z całej torby surowca powstał litrowy słoik zgniotków, skurczył się później prawie o połowę, a w suszeniu stracił większość swojej wagi. Pozostała może jedna trzecia litra puchatego suszu.
Kolor już widać, a smak na razie jest jeszcze surowy, niedokończony, ale przyjemny. Dam mu się rozwijać w spokoju do jesieni. A wtedy dodam jeszcze jabłka i będzie pełnia.


piątek, 1 lipca 2016

piękna katastrofa

Miał to być chyba dżem ze świerka. Ale w mia­steczku aku­rat świerki nie­zbyt dorodne, za to jodła piękna, ze swoim pro­stym pniem, szarą korą, pęche­rzy­kami żywicy i zapa­chem. Nikt nie spró­bo­wał pędzel­ków jasnych mło­dych igieł przed zdże­mo­wa­niem i przy mojej degu­sta­cji gotowy prze­twór oka­zał się aro­ma­tyczny słodko-gorzki, zbyt wyra­zi­sty do jedze­nia. Nic z tonów cytru­so­wych, raczej roz­ma­ry­nowe i to wła­śnie napro­wa­dziło mnie na trop ide­al­nego wyko­rzy­sta­nia. Wspa­niale kom­po­nuje się z pomi­do­ro­wymi sosami, kiedy doda­tek ziół pro­wan­sal­skich byłby zbyt oczy­wi­sty.
Dosta­łam cały zapas.


jodłowa przyprawa, przyprawa do sosów pomidorowych, fir jam


jodłowa przy­prawa do sosów pomi­do­rowych

1 część naj­młod­szych igieł jodły
1 część brą­zo­wego cukru
odro­bina wody

Igły bar­dzo drobno posie­kać, można użyć blen­dera. Wymie­szać z cukrem i nie­wielką ilo­ścią wody, a potem zago­to­wać kilka minut. Prze­ło­żyć do wypa­rzo­nych sło­icz­ków i dla pew­no­ści zapa­ste­ry­zo­wać.

Prze­pis na jeden z moich ulu­bio­nych sosów do maka­ronu od teraz wygląda tak: młodą cuki­nię pokro­joną w cien­kie pla­stry pod­sma­żam na oli­wie z cebulą, kiedy zmięk­nie i trochę się przyrumieni, dodaję prze­cier pomi­do­rowy, małą szczyptę soli i łyżeczkę jodło­wego dżemu. Gdy mam ochotę, dopra­wiam jesz­cze świe­żym czosn­kiem albo zabie­lam jogur­tem.

środa, 16 marca 2016

proklamacja

Potwór dziś pro­kla­mo­wał wio­snę. Skło­niła go do tego, jak wyja­śnił, aura. Ja tam takiej miej­skiej aurze bez kon­kre­tów nie daję wiary, więc korzy­sta­jąc z oko­licz­no­ści szybko prze­spa­ce­ro­wa­łam się po Krzu­nie, skoro i tak inne sprawy zwa­biły nas w pobliże Mia­steczka.

Pozmie­niało się. Bar­dziej niż oznaki wio­sny widać nowe dzi­kie wysy­pi­sko, bez­czelną hałdę gruzu, lokalne skła­do­wi­ska popiołu i znisz­czone kopce mro­wisk. Szkoda, że obe­rwało się rud­ni­com, leśnym mrów­kom, któ­rych obec­ność jest jed­nym z dowo­dów, że Krzun nie jest tylko zadrze­wie­niem w gra­ni­cach admi­ni­stra­cyj­nych Mia­steczka, ale bar­dziej eko­to­nem, przy­rod­ni­czym pogra­ni­czem.

W osło­nię­tych miej­scach cią­gle leży śnieg. Z roślin odmel­do­wały się już roze­tki liści mniszka, gwiazd­nica, zeszło­roczne wie­siołki, pod­biał, wro­tycz, poda­grycz­nik, pokrzywa. Wszystko w ilo­ściach, jak na razie, przy­pra­wo­wych.

Dzi­kie śliwy zbie­rają się z pąkami, które są maleń­kie, a sma­kują jak pestki brzo­skwini i gorz­kie mig­dały.* Sku­bię pączek, żeby poczuć smak.




To jak z tą wio­sną? Zapach ściółki jest nie do podro­bie­nia i to na pewno nie zima tak pach­nie. Mamy przed­wio­śnie, nie­astro­no­miczną porę, pogra­ni­cze. Znowu ono.


* To nitry­lo­zydy, mię­dzy innymi amig­da­lina, nadają im ten aro­mat. Wpraw­dzie ich pochodna, cyja­no­wo­dór, jest tru­jąca, ale te same związki zawie­rają choćby pestki jabłek, a nikt się ich nie boi. Mają też wła­ści­wo­ści lecz­ni­cze. O ich wpły­wie na zdro­wie (oraz zagro­że­niu) można poczy­tać TUTAJ.