Tym razem jest wytrawniej i jednocześnie bardziej owocowo. Nowy przepis na magnoliówkę wygląda tak.
(A poprzedni można podejrzeć TUTAJ.)
magnoliówka II
14 kwiatów magnolii
350 g cukru
2 laski wanilii
300 ml wytrawnego wina
750 ml słodkiego wina
750 ml owocowego deserowego wina
550 ml Martini Rossi
1 l wódki
Płatki oberwać i drobno pokroić. Umieścić w słoju razem z wanilią pozbawioną pestek i cukrem. Zalewać alkoholem od najsłabszego do najmocniejszego: wino, wermut, wódka. Wstrząsać, aż cukier się rozpuści i odstawić na 4 tygodnie. Przefiltrować i rozlewać do butelek. Tradycyjnie – im starsza tym lepsza.
Jak widać na lejku, jakieś pestki mi się przemknęły przy filetowaniu wanilii, ale zdecydowana większość trafiła do ciasta drożdżowego mamy, czyli tam, gdzie ich miejsce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magnolia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magnolia. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 czerwca 2016
piątek, 20 maja 2016
manilia - wagnolia
Tak się dzieje. Pomysłu nie muszę przedstawiać, bo został opisany przed prawie rokiem, teraz czas na dekonstrukcję proporcji. Resztkami sił powstrzymuję się przed dosypaniem do słoja bursztynów albo zielonych sosnowych szyszek. Niech no ja tylko znajdę idealny przepis bazowy.
Poprzednią magnoliówkę przedstawiłam naszym gościom jako signature drink panny młodej. Mimo, że polecałam też sosnowy Silver Tip Martini, zdecydowanie nie miał takiego brania. Magnoliówki ocalała jedna butelka do próbowania po roku leżakowania. I co? Różnica jest delikatna, a efekt niezmiennie pozytywny. Ciekawe, czego dokonamy przy tej partii.
Poprzednią magnoliówkę przedstawiłam naszym gościom jako signature drink panny młodej. Mimo, że polecałam też sosnowy Silver Tip Martini, zdecydowanie nie miał takiego brania. Magnoliówki ocalała jedna butelka do próbowania po roku leżakowania. I co? Różnica jest delikatna, a efekt niezmiennie pozytywny. Ciekawe, czego dokonamy przy tej partii.
środa, 1 lipca 2015
magnozja
…martwię się już od miesiąca. (To się nie martw!)
Słój raz przezwany Kulfonem został zamieniony na inny przy okazji zlewania. Czyli czas najwyższy na recepturę nalewki z kwiatów magnolii.
magnoliówka
3 duże kwiaty magnolii
0,5 kg cukru (albo mniej)
3 laski wanilii
3 butelki czyli 2,25 litra czerwonego wina (tutaj jedno słodkie – Kadarka i dwa półwytrawne domowe)
0,8 litra spirytusu rozrobionego 0,75 litra wody źródlanej
Z kwiatów oberwać płatki i drobno pokroić. Wrzucić do słoja, zasypać cukrem. Dodać przekrojone wzdłuż laski wanilii pozbawione pestek. (Pestki poszły do butelki z domową esencją, tutaj by tylko zapychały filtr przy cedzeniu.) Wszystko zalać winem, a potem wódką uzyskaną ze spirytusu i wody. Wychodzi akurat na słój 4,25 litra.
Zostawić na miesiąc, potem przecedzić i rozlać do butelek. Czekanie rok jest do bani, więc ćwiczyć cierpliwość i otwierać jak najpóźniej.
Jest słodko, waniliowo i jak dla mnie za mało balsamicznie. Czyli dobrze jest i będą kolejne wersje.
niedziela, 31 maja 2015
wstrząsane i mieszane
Wstrząs i zamieszanie stąd, że w jednym słoju mieszkają kwiaty, przetwory owocowe i procenty od szczęśliwych drożdży (czy jakoś tak). Dwa razy dziennie trzęsienie i merdanie, potem będzie cedzenie i leżakowanie. A po drodze jeszcze kilka zmian składu, więc na razie nie wyskakuję z przepisem. Nic nie jest pewne.
Tak wyglądał słój na początku, teraz bardziej przypomina niewydarzoną botwinkę. Brzydki jest, nawet się nie będę gimnastykować z fotografowaniem po ciemku. Kulfon, Kulfon, co z Ciebie wyrośnie?
Tak wyglądał słój na początku, teraz bardziej przypomina niewydarzoną botwinkę. Brzydki jest, nawet się nie będę gimnastykować z fotografowaniem po ciemku. Kulfon, Kulfon, co z Ciebie wyrośnie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)