Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 lipca 2021

ogród ziołowy

Pół roku wyskrobywania czasu spomiędzy notatek, tabelek i konspektów wykładów. Wyszkolili mnie, sprawdzili, (wkurzyli), certyfikowali i nareszcie wynurzyłam się - prosto w upał. Sprawdzam, czy umiem czytać książki i czy dym ogniskowy pachnie, jak dawniej.

Najpierw ruszyłam do Puszczy na maliny, spadające gwiazdy i piwo z trawą żubrową. Zanim zniknęły mi ze skóry ślady po tamtejszych krwiopijcach, już buszowałam po ziołowym ogrodzie na Wsi w poszukiwaniu neutralnych w smaku liści do wymyślanej na poczekaniu sałatki. Ale dlaczego właściwie liście miałyby być neutralne? Niech będą charakterne!



sałatka z melisy i kwiatów koniczyny


garść kwiatów białej i czerwonej koniczyny
bukiet melisy
kilka gronek czerwonych porzeczek

Zebrać najmłodsze kwiatostany koniczyny, które nie zaczęły jeszcze przekwitać. Koniecznie w bezpiecznym, czystym miejscu, bo nie będą myte, żeby nie stracić ich słodyczy. Melisę opłukać i oddzielić listki od łodyżek. Mogą pozostać mokre. Porzeczki oddzielić od szypułek i dodać w całości, albo jeszcze lepiej, rozgnieść widelcem, żeby utworzyły owocowy sos.

Słodkie kwiaty, cytrynowo-zielona melisa i kwaśne porzeczki smakują razem odświeżająco i lekko, w sam raz na upał.

niedziela, 1 grudnia 2019

benvenuto e addio

Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie!

Łaskawy mieliśmy listopad. W Mieście kwitły lilaki i ozdobne wiśnie, a w Białowieży zawilce. (Może one akurat zdążyły z nasionami?) Prawie wszystkie rodzinne pomidory dojrzały, z ostatnich zielonych zrobiłam sałatkę caprese w stylu południowowłoskim. Ta wersja klasycznego przepisu jest o wiele smaczniejsza, dzięki kwaskowatości i chrupkości pół-dojrzałych pomidorów, które dopiero w tej formie tworzą kontrast dla delikatnej kremowości sera i słodkawego aromatu bazylii.




caprese z południowych Włoch


zielone i pół-dojrzałe pomidory
mozzarella z bawolego mleka
liście bazylii
oliwa extra virgin

Pomidory różnych odmian - lub po prostu ulubione - pokroić w plastry. Ser również, albo porozrywać palcami na pasma, zgodnie z jego strukturą. Bazylię grubo pokroić i posypać sałatkę. Na końcu wszystko skropić oliwą.




Przez długie, złe miesiące wasz zapach będę czuł!

niedziela, 14 kwietnia 2019

japońska s(z)arada

Coś zielonego, chrupanie i anyżowa słodycz kopru włoskiego, wyraźnie słono-kwaśny sos, który posmakuje miłośnikom fermentowanej soi plus trochę energetycznie kontrastowego koloru kwiatów krokosza zwanego po japońsku benibana. Najlepiej do ryżu.
 


uikyo no sumiso sarada
(fenkułowa sałatka z octowym sosem miso)


fenkuł
duża główka łagodnej w smaku sałaty
(lub ok. 200 g młodego szpinaku)
łyżka jasnej pasty miso
łyżka wody lub wegańskiego bulionu dashi
łyżeczka octu ryżowego
szczypta suszonych płatków krokosza

Sałatę umyć, osuszyć i ręcznie porwać. Bulwę fenkułu przekroić na ćwiartki, pooddzielać warstwowo ułożone nasady liści i pokroić w plasterki (wnętrze głąba schrupać!). Płatki krokosza namoczyć w małej ilości zimnej wody. Miso, ocet i wodę rozmieszać na gładki sos. Sałatkę dla ładniejszego efektu można podać niewymieszaną, z odsączonymi płatkami krokosza na wierzchu.

niedziela, 11 listopada 2018

klukwa

Zdobyłam trochę żurawiny, a że kupna suszona jest niepotrzebnie słodka, ususzyłam sobie na zapas. Najprościej na świecie, czyli w plasterki i zostawić na desce w kuchni na dobę. Ale z ich wykorzystaniem nie będę czekać. W końcu Mops zarządził skandynawsko-nordycki listopad, a to zdecydowanie północny składnik i fajnie pasuje do cytrynowego winegretu.




tattari-kaalisalaatti
(fińska sałatka z gryki i kapusty)

przepis źródłowy: UFS

ćwiartka małej kapusty
100 g niepalonej gryki
2 garście suszonej żurawiny
kilka gałązek koperku

cytryna niewoskowana
mandarynka
6 łyżek oliwy
1-2 łyżeczki miodu akacjowego lub syropu z agawy
szczypta soli
pieprz biały lub czarny

Kaszę ugotować w osolonej wodzie zgodnie ze wskazówkami z opakowania i ostudzić, kapustę drobno poszatkować. Koperek pokroić z ogonkami lub bez.
Otrzeć skórkę z połowy cytryny, a z obu cytrusów wycisnąć sok. Dodać sól, pieprz, rozpuścić miód albo syrop i połączyć z oliwą.
Wymieszać składniki sałatki i polać powstałym sosem.

sobota, 3 listopada 2018

taka wiesień

Wyjątkowy letni październik zastąpił równie niezwykły listopad. Chodzę bez czapki i kurtki, mrużę oczy w pełnym słońcu, podziwiam przez obiektyw światło złotych popołudni i kwiaty. Wszystko pod nogami zdaje się kwitnąć, a kiedy podniesie się oczy, zadziwia obfitość owoców. Sezonowość w kuchni jesienią to nie tylko jabłka, warzywa korzeniowe, dyniowate i grzyby. To również druga wiosna, o ile się przydarzy. Jak w tym roku.




Rzepak, uprawiany ze względu na nasiona, zdziczały rośnie u nas niemal wszędzie, po rowach, na miedzach i ugorach. Ciepła, słoneczna jesień pozwoliła mu na wzejście i ponowne kwitnienie w tym roku. Dodatkowo jest siany we wrześniu jako poplon, do zaorania pod koniec października. Dlatego, mimo że to wiosenny przysmak i nie kojarzy się z listopadem, nie brakuje miejsc, gdzie można zebrać pęczek młodych pędów.






To bardzo smaczne warzywo, jednak pomijane przez polską kuchnię. Zbiera się szczytowe części rośliny z najmłodszymi liśćmi i nierozwiniętymi kwiatami. Odrobina wyczucia pozwala złamać łodygę w miejscu, gdzie jest jeszcze elastyczna i nie ma usztywniających ją włókien. Starsze części są zbyt łykowate i twarde.




Kwiaty rzepaku podobne są do brokułów, ale ich smak nie jest jednoznacznie kapuściany, ma trochę z rzodkwi i musztardy. W sam raz do tej japońskiej potrawy o koreańskim pochodzeniu.




nanohana no namuru
(sałatka z rzepaku)


pęczek młodych pędów rzepaku
łyżka oleju sezamowego
łyżka nasion sezamu
łyżeczka sosu sriracha
ząbek czosnku
sól

Sezam uprażyć na suchej patelni do lekkiego zrumienienia. Rzepak umyć, oddzielić łodygi od liści i nierozwiniętych kwiatostanów. Pokroić je wszystkie na kawałki o długości 2-3 cm.
Przygotować sos mieszając wyciśnięty czosnek z olejem, sezamem i i sosem chili.
Na osolony wrzątek wrzucić najpierw łodyżki, gotować około 2 minuty, potem dołożyć resztę zieleniny, która niemal natychmiast nabierze żywszego jaśniejszego koloru. Wtedy przełożyć rzepak do miski z lodowatą wodą, żeby przerwać gotowanie, a potem osuszyć go za pomocą np. wirówki do sałaty lub odcisnąć w ręku. Wymieszać z sosem.



środa, 22 sierpnia 2018

sałatka chryzantemowa

Roślina ozdobna jako jarzyna i bardzo popularny sos japoński do warzyw (i nie tylko), na bazie rzodkwi i słodkiego octu, za to bez tłuszczu. Lekko i zaskakująco. A w razie czego z białą rzepą też wyjdzie. O chryzantemie jadalnej, a właściwie złocieniu wieńcowym pisałam więcej przy okazji mieszanego ryżu i japońsko-włoskiej salsy.





shungiku to ringo no mizore-ae
(sałatka ze złocienia i jabłka w sosie z tartą rzodkwią)

(2 porcje)

50 g liści złocienia (jadalnej chryzantemy)
kawałek rzodkwi japońskiej (daikon), po obraniu około 100 g
czerwone jabłko
2 łyżki octu ryżowego
czubata łyżeczka cukru pudru
kilka kropli mirinu

Liście chryzantemy umyć, sparzyć we wrzątku i przelać zimną wodą. Osuszone grubo pokroić. Rzodkiew zetrzeć na tarce o najmniejszych oczkach. Jeśli jest bardzo wodnista, można odlać część płynu. Jabłko pozbawić gniazda nasiennego, pokroić w ćwierćplasterki lub słupki i od razu mieszać z daikonem, żeby nie ściemniało. Dołożyć przygotowane liście, wymieszać. Cukier rozpuścić w occie, dodać mirin i powstałym sosem polać sałatkę.


niedziela, 15 lipca 2018

cykory

Utarło się, że cykoria to zimowe warzywo, ale jak to powiedzieć tym bladym soczystym cepelinom, które mam w kuchni?




Wynalazłam im przepis całoroczny, nietypowy, ze skandynawsko-nordyckim (duńskim!) balansem słodyczy i przypraw. Letnim akcentem będzie przygotowanie tej sałatki na grillu, ale nie jest to warunek konieczny. Pod żadnym pozorem nie zmniejszajcie ilości imbiru, za to spokojnie możecie dołożyć cząstki pomarańczy, najlepiej też podpieczone krótko na ruszcie i obrane z błonek.




grillet endivie med vaniljeglaserede valnødder og blå ost
(grillowana cykoria z orzechami w waniliowej glazurze i serem pleśniowym)

przepis źródłowy: madgrisen.dk
przystawka dla 2 osób

1 cykoria endywia
garść orzechów włoskich
1 łyżka miodu + trochę do sosu
ziarenka z laski wanilii
50 g sera z niebieską pleśnią np. duńskiego Chabra (Kornblomst) albo polskiego Lazura
2 łyżki masła
kawałek imbiru wielkości kciuka
sól, pieprz

Zewnętrzne liście cykorii dać królikowi. Pokroić ją w łódki tak, żeby każda część miała kawałek głąba. Podpiec je na patelni lub ruszcie z dwóch stron (tak jak cięcia) aż się przyrumienią.
Orzechy uprażyć na patelni, aż zaczną pachnieć. Dodać miód i starannie pokryć wszystkie orzechy glazurą. Wmieszać ziarenka wanilii i już nie podgrzewać.
Imbir zetrzeć na drobnej tarce. W rondelku roztopić masło, dodać odrobinę miodu i imbir. Doprawić solą i pieprzem. Polać powstałym sosem cykorię z orzechami i posypać pokruszonym serem. Podawać z dobrym chlebem i masłem.



niedziela, 27 maja 2018

bezsałacie

- O nie, nie kupiłam sałaty.
- To może sałatka z chwastów?
- Ile by ich trzeba było nazbierać...


Mamy maj i najzupełniej dosłownie - tego kwiatu jest pół światu!




Rozpanoszył się dwurząd (Diplotaxis), hołubiony jako zioło w typie rukoli. Prawdziwa (Eruca vesicaria) jest trochę włochata i kwitnie na biało, a ten chwaścior tak dobrze ją udaje smakiem i kształtem liści, że bywa nawet sprzedawany w sklepach pod jej nazwą. Demaskują go szczegóły, głównie żółte kwiaty. Jeżeli wysiana rukola tak zakwitnie, albo pojawi się sam, jak to chwast, są powody do radości - liście dwurzędu można dłużej zbierać i nie martwić się gorzknieniem, a cała roślina ma szansę rozsiać się i przezimować.




Lipy (Tilia cordata) szaleją, będą kwitły jeszcze w maju. Liście na gałęziach dawno stwardniały, ale na szczytach wyrastających z ziemi odrostów są jeszcze miękkie, błyszczące listki, łagodne jak sałata masłowa. To świetne tło dla charakterystycznie ostrego rukolowego smaku dwurzędu.




A urodzaj na gwiazdnicę pospolitą (Stellaria media) jest zawsze. Pod śniegiem zimą toto się nawet potrafi zielenić. I wszędzie. Teraz, kiedy na słonecznych stanowiskach rośliny zdążyły zupełnie rozkwitnąć i usztywnić łodygi, w cieniu śliwy ciągle rozpełza się soczysta murawa, którą można jeść z łodyżkami. Nie za dużo na raz i nie za często, ale sporo witamin plus wzmacnianie naczyń krwionośnych zawsze mile widziane.




sałatka pachnąca pokosem


pęczek dwurzędu wąskolistnego
pęczek młodej gwiazdnicy
2 duże garści miękkich liści lipy
kwiaty szczypiorku
kilka liści buraka (bo był)
oliwa z oliwek
(balsamico, sól)

Wszystkie rośliny umyć i osuszyć. Dwurząd pozbawić zdrewniałych łodyg. Liście można pokroić, kwiatostany delikatnie rozdzielić. Zieleninę wymieszać i polać oliwą. Sałatkę posypać kwiatami.
Jeżeli zapach zieleni jest zbyt wyraźny, można skropić octem balsamicznym i ewentualnie dosolić.
Dobrym białkowym dodatkiem będą jajka przepiórcze albo smażone tofu.

niedziela, 13 maja 2018

podbijał smak

Żółte kwiaty podbiału pospolitego (Tussilago farfara) są zwiastunem wiosny i już dawno przekwitły. Dopiero teraz, kiedy na końcach łodyg znajdują się gęste białe dmuchawce, można znaleźć liście. W kształcie kanciastosercowate, szorstkie w dotyku, od spodu pokryte jasnym meszkiem, nie wydają się specjalnie apetyczne. Pozory mylą, bo oprócz zastosowania leczniczego i zwykłej warzywnej przydatności, mogą być ciekawą przyprawą.




Trzeba je tylko... spalić. Popiół z podbiału dodaje łagodnym potrawom smaku. Jest delikatnie słony i pasuje do wielu warzyw, serów, a nawet ryb. A co jeżeli nie znajdziecie w okolicy liści podbiału? Koniecznie spróbujcie zrobić to samo z zieloną częścią pora. Efekt będzie inny, ale też warto.




sałatka z grillowanego bakłażana z podbiałowym popiołem

(3 porcje)

średni bakłażan
3 pomidory
3-6 listków podbiału
oliwa z oliwek

Ważne, w przepisie nie używam soli.
Bakłażana pokroić w centymetrowe plastry w poprzek. Posmarować każdy niewielką ilością oliwy z obu stron - uwaga, chłonie ją, jak gąbka! - i piec do rumianej miękkości na grillu (można też na patelni). Pomidory pokroić w cieńsze plasterki. Liście podbiału przypalić na ruszcie lub nad płomieniem, aż będą zupełnie wysuszone, kruche i przynajmniej częściowo brązowe. Rozkruszyć je w dłoniach i posypać warzywa.

czwartek, 3 maja 2018

cóż rzec... rzeżucha

Na pewno znacie rzeżuchę. Jej zielone kiełki często zdobią stoły wielkanocne. Ma charakterystyczny zapach, gdy wschodzi i lekko pikantny smak. Kojarzy się z wczesną wiosną. Tylko że ta roślina naprawdę nazywa się pieprzyca siewna, a prawdziwa rzeżucha rośnie dziko na łąkach.




Pokazywałam kiedyś zdjęcia islandzkiej łąki porośniętej rzeżuchą. Tutaj na końcu wsi jest takie miejsce, które przez kilka dni w roku wygląda, jakby pasące się krowy stały w jasnofioletowej chmurze z kwiatów. Rzeżucha łąkowa (Cardamine pratensis) rośnie też na łączce nad rzeką. W kuchni przydaje się wszędzie tam, gdzie szczypiorek, pieprzyca albo rukiew wodna. Niestety jest bardzo nietrwała i od razu więdnie, więc nie można jej przechowywać.




łagodna salsa pomidorowa z rzeżuchą


4 pomidory
pół cebuli
spory bukiet rzeżuchy łąkowej
ząbek czosnku
łyżeczka soku z limonki
pieprz

Rzeżuchę delikatnie opłukać. Oddzielić listki i kwiaty od twardych łodyżek i posiekać. Pomidory pokroić w niewielką kostkę, cebulę i czosnek najdrobniej jak się da. Wymieszać z zieleniną, skropić sokiem z limonki i doprawić świeżo mielonym pieprzem. Odstawić na 15 minut przed podaniem.
Świetnie uzupełnia potrawy z grilla.

piątek, 27 kwietnia 2018

ljonez

Mni­szek to świetne warzywo. Idziesz wcze­sną wio­sną do warzyw­nika powz­dy­chać nad ledwo kieł­ku­jącą rzod­kiewką osła­nia­jące zaklę­cia, a on już tam jest, gotowy do jedze­nia. Nic tylko kosić, zapo­mi­na­jąc o zwy­kłych przy czę­sto­wa­niu się zie­le­niną skru­pu­łach, bo nie­za­leż­nie ile go zjesz, mle­czy nie zabrak­nie. Zry­wa­jąc takie na przy­kład fiołki, zacho­wuję pary­tety. Sku­bię co jakiś czas i nie za dużo. Z korzeni wielu roślin rezy­gnuję, żeby nie zaprze­pa­ścić szans na kwiaty i nasiona. Jego można ni­gdy nie żało­wać. Choć przy­znaję, ta goryczka nie jest dla każ­dego. Fran­cuzi spe­cjal­nie upra­wiają oddzi­czone odmiany, sprze­dają całe wiel­kie rozety na tar­gach. U nas nie uświad­czysz, ale prze­cież surowca wszę­dzie pełno.

Fran­cu­skie są też czer­wone wodo­ro­sty dulse (kra­sno­rost Pal­ma­ria Pal­mata), które zawdzię­czam Peter­kowi i Oli. Mor­skie algi w ogóle darzę sym­pa­tią. To dzi­kie nie­pod­le­głe warzywa, które tro­chę nie miesz­czą się w pol­skiej tra­dy­cji kuli­nar­nej, ale wiele euro­pej­skich naro­dów je doce­nia. W sałatce doda­dzą tro­chę smaku umami, któ­rego brak, gdy nie używa się tra­dy­cyj­nego sma­żo­nego bekonu. Nie­spe­cjal­nie sma­kują beko­nem, są słone i wyra­zi­ście mor­skie, ale pasują tu dosko­nale.

A w ogóle co powie­cie na wię­cej tema­tów wodo­ro­sto­wych na blogu?




salade lyon­na­ise végéta­rienne

(sałatka lyoń­ska z wege-nie-beko­nem)

(4 por­cje)

sos
2 łyżki octu win­nego
2 łyżki oliwy z oli­wek
łyżeczka musz­tardy dijon
ząbek czosnku

Prze­ci­śnięty przez pra­skę czo­snek zmik­so­wać z pozo­sta­łymi skład­ni­kami, żeby powstał kre­mowy sos.

jajka w koszul­kach
4 jajka
1 litr wody
2 łyżki octu

Zago­to­wać wodę z octem. Jajka przy­go­to­wy­wać poje­dyn­czo. Wbić do miseczki. Gotu­jącą się wodę ener­gicz­nie zamie­szać, żeby powstał na środku wir i od razu prze­lać jajko na śro­dek, nada­jąc mu jak naj­bar­dziej zwarty kształt. Goto­wać na małym ogniu około 3 minuty, aż białko się zetnie, ale żółtko pozo­sta­nie płynne. Prze­kła­dać łyżką do miski z bar­dzo zimną wodą.

sałatka
około litr naj­młod­szych liści mniszka
(lub ich mie­szanka z sałatą fri­sée)
pół pęczka szczy­piorku
4 kromki bia­łego pie­czywa
masło lub oliwa do sma­ro­wa­nia grza­nek
suszone wodo­ro­sty dulse

Liście umyć i osu­szyć. Mni­szek (i sałatę) można por­wać na mniej­sze kawałki. Szczy­pio­rek drobno pokroić. Pie­czywo posma­ro­wać tłusz­czem i zro­bić chru­piące grzanki. Moje są z opie­ka­cza, ale rów­nie dobre będą zezło­cone na patelni. Wymie­szać zie­le­ninę z sosem, dopra­wić do smaku solą i pie­przem, rozło­żyć na tale­rze. Posy­pać grzan­kami i algami, na wierz­chu por­cji ukła­da­jąc jajko i od razu poda­wać. Albo pod­piec bułki w cało­ści i zło­żyć ljoń­skie bur­gery.



sobota, 21 kwietnia 2018

mrkva

Wcze­sną wio­sną na wiej­skich dro­gach zwy­kle gapię się na prze­mie­nia­jący się dosłow­nie w oczach kra­jo­braz i zachłan­nie zer­kam na liście. Tylko cza­sem przy­po­mina mi się, żeby spoj­rzeć na jesienne suchlony ster­czące ponad świeżą zie­lo­no­ścią łąki. Brą­zowe patyki nawłoci z tymi ich mio­tłami, dzie­wanny jak kak­tusy, badyle wro­ty­czu cią­gle z kul­kami na koń­cach, pędzle traw. I oczy­wi­ście bal­da­chy dzi­kiej mar­chwi, roz­ło­żone sze­roko i puste albo cią­gle pełne nasion, na prze­mian kulące się w pięść i roz­wi­ja­jące na słońcu. To naj­lep­sza wska­zówka, gdzie szu­kać dzi­kiej mar­chewki.




Nie można jej z niczym pomy­lić. Listki wyglą­dają, jak te z warzyw­niaka, są tylko tro­chę gęściej owło­sione. Pach­nie inten­syw­nie mar­chewką i ma korze­nie kolo­ru… pie­truszki. Tak wła­śnie wyglą­dała mar­chew, zanim powstał pod­ga­tu­nek uprawny o poma­rań­czo­wym kolo­rze. W ogóle całe bogac­two kolo­rów, jakie można (rzadko!) tra­fić na tar­gach, wzięło się od tej pospo­li­tej pra­mar­chewki. I cią­gle możemy spró­bo­wać, jak sma­ko­wała.

Mar­chew zwy­czajna (Dau­cus carota) jest rośliną dwu­let­nią, kwit­nie i owo­cuje w dru­gim roku. Przez pierw­szy rok w korze­niu maga­zy­no­wane są sub­stan­cje odżyw­cze, żeby w nowym sezo­nie roślina mogła szybko wypu­ścić pęd kwia­towy. Dla­tego naj­lep­szą porą na zbiór korzeni jest jesień, przed przy­mroz­kami. Można je zbie­rać też wio­sną. Im wcze­śniej tym lepiej, bo korzeń już nie uro­śnie – roślina teraz zużywa zapasy z każ­dym wypusz­czo­nym liściem – a po wytwo­rze­niu łodygi sta­nie się nie­spe­cjal­nie jadalny.




sałatka z kwiet­nio­wych liści i dzi­kiej mar­chwi


2 gar­ście najmłod­szych list­ków mniszka lekar­skiego
2 gar­ście list­ków ziar­no­płonu przed kwit­nie­niem
6 dzi­kich mar­che­wek
sto­krot­kowe kapary
2 łyżki zim­no­tło­czo­nego oleju rze­pa­ko­wego
1 łyżeczka słod­ka­wej musz­tardy
kwiaty sto­krotki do deko­ra­cji

Zbie­ra­jąc mniszka można wybie­rać naj­młod­sze liście ze środka rozety, albo poszu­kać łagod­niej­szych liści z młod­szych roślin, które rosną w górę, zwy­kle są mało powci­nane i bar­dziej mięk­kie. To takie mle­czowe kiełki. Pro­por­cje zie­le­niny można oczy­wi­ście zmie­niać według smaku. Mlecz nadaje lek­kiej gory­czy, a ziar­no­płon robi za łagodną sałatę i jest pyszny!

Listki dokład­nie umyć i osu­szyć lub odwi­ro­wać. Mar­chewki umyć, deli­kat­nie oskro­bać korze­nie i pociąć na cien­kie uko­śne pla­sterki. Dodać kapary jako słony akcent. Z oleju i musz­tardy przy­go­to­wać sos, mie­sza­jąc trze­paczką. Połą­czyć skład­niki i ude­ko­ro­wać sałatkę koszycz­kami sto­kro­tek.



wtorek, 28 listopada 2017

esencja jesieni

Na wsi korzenie wykopane, była nawet wyprawa na dziki topinambur, ale o tym następnym razem. A dziś już mróz ścina wodę w wiadrach. Na kolację mamy więc coś bardzo jesiennego.




gruzińska sałatka z buraków w sosie mirabelkowo-dereniowym


1 kg buraków
szklanka owoców derenia którejś późnej odmiany /można zamienić na 3 łyżki soku z granatów
3 łyżki sosu tkemali /zastępstwo poniżej
mały por lub pęczek szczypiorku
garść orzechów włoskich
sól, pieprz
(czosnek, nasiona i liście kolendry, mięta)

Buraki ugotować w osolonej wodzie, wystudzić i obrać. Pokroić w dość drobną kostkę, mniejszą niż cetymetrowa. Owoce derenia pozbawić pestek i rozdrobnić blenderem. Orzechy uprażyć na suchej patelni. W salaterce wymieszać buraki, przecier owocowy, sos tkemali i połowę pokrojonego pora. Przyprawić solą i pieprzem oraz pozostałymi przyprawami, jeżeli ich smak nie jest dość wyczuwalny w tkemali. Posypać resztą cebulowej zieleni i orzechami. Odstawić do schłodzenia na co najmniej godzinę.


Co jeżeli nie macie zapasu tkemali w słoikach?
Można posiłkować się kupnym sosem (czerwonym lub żółtym), który bywa dostępny w specjalistycznych sklepach spożywczych sprowadzających składniki z Kaukazu. Ale łatwiej będzie zmiksować pół kilo niezbyt dojrzałych śliwek np. węgierek z 5 ząbkami czosnku, pęczkiem mieszanej zieleniny: kopru, kolendry, mięty, bazylii itd., szczyptą ostrej papryki i ziaren kolendry. Takiego sosu już nie należy dosładzać, a sałatce może się wtedy przydać łyżka czy dwie domowego octu jabłkowego (ewentualnie soku z cytryny), żeby przełamać słodycz śliwek i buraków. I trzecia możliwość - użyć derenia jako podstawy sosu. Oczywiście sosu śliwkowego i dereniowego nie można nazwać tkemali, ale będą tak samo pasowały do sałatki.

czwartek, 12 października 2017

olej, grzyby i haluny

U nas na wsi znana jest taka potrawa, która zawsze budzi we mnie śródziemnomorskie skojarzenia. To olej rzepakowy z cebulą i chlebem, wymieniane właśnie w tej kolejności. Ale jaki to jest olej i jaki chleb! Żytni chleb z formy, na zakwasie z piekarni na górce za kościołem. Nie ma lepszego ciemnego chleba. Olej z pobliskiej tłoczni, ciemnozielony o wspaniałym orzechowym zapachu. A jak się zastanowić, całości naprawdę niedaleko do pszennego bochenka z oliwą i czosnkiem.

Tym razem oprócz oleju rzepakowego, wzięliśmy jeszcze butelkę o słonecznożółtej zawartości i ostrzejszym aromacie - olej rydzowy, czyli z lnianki. Ta lnianka, rydz, lnicznik (Camelina sativa) to wcale nierzadko spotykany chwast, wygląda podobnie do gorczycy i na szczęście gdzieniegdzie ciągle jest uprawiany. Bo tłoczony z nasion olej jest wyjątkowo smaczny, odporny na utlenianie i bardzo zdrowy (ochronny, przeciwzapalny, regulujący). Kto będzie miał ochotę, doczyta, ja wracam do śródziemnomorskich inspiracji kulinarnych.

PS. Zawsze mam złudzenie, że jest jeszcze tak duużo światła. A potem fotografuję o zmroku.




halloumi i borowiki w oleju rydzowym

200 g sera halloumi
8 małych prawdziwków
kilka szyszkojagód jałowca
łyżka ziaren pieprzu
ząbek czosnku
olej z lnianki zimnotłoczony
(4-6 liści mięty)

Ser i oczyszczone grzyby pokroić w półcentymetrowe plasterki. Ząbek czosnku przekroić na ćwiartki. (Jeżeli dodajesz liście mięty, pamiętaj, żeby je dokładnie umyć i równie dokładnie osuszyć.) Układać warstwowo, na przemian borowiki i ser, przesypując przyprawami. Zalać olejem i lekko ugnieść. Odstawić do lodówki na dzień lub dwa, w razie potrzeby uzupełniając olej.Podawać do chleba.

Ten przepis nie nadaje się na przetwory - nie zmieniłaby tego nawet pasteryzacja - zawartość słoika trzeba zjeść w ciągu 3 dni. Pozostały aromatyczny olej najlepiej zużyć do sałatek.

sobota, 16 września 2017

zielone choć malinowe

Jesteśmy szczęśliwie wyjechani i mamy międzylądowanie w Miasteczku. Tu grzybów jakby mniej, można zmienić temat. I objeść się koralików.




Te minimalinówki powoli się kończą, ale nie wszystkie zdążą dojrzeć. Czerwone są kapitalne, bledsze też lubię. W sumie lubię wszystkie... A to idealny przepis na koniec lata.




gruzińska sałatka z zielonych pomidorów

3 garście niedojrzałych pomidorków
pół cebuli
nać pietruszki lub selera
płatki aksamitki lub nagietka z kilku kwiatów
(opcjonalnie liście kolendry)

sos orzechowy
2 garstki orzechów włoskich
ząbek czosnku
po sporej szczypcie: suszonej papryki słodkiej lub ostrej, nasion kolendry, kozieradki
łyżka oleju np. z orzechów włoskich albo słonecznikowego
1-2 łyżki łagodnego domowego octu jabłkowego
sól

Spróbować pomidorów - jeżeli na surowo są zbyt cierpkie w smaku, można je 3-4 minuty obgotować w posolonej i zakwaszonej octem wodzie. Warzywa pokroić i wymieszać z płatkami kwiatów. Składniki sosu zblendować, dosolić do smaku. Jeśli sos wyjdzie zbyt gęsty, rozrobić go wodą do konsystencji musztardy.
Sałatkę można przygotować kilka godzin przed podaniem i przechowywać wymieszaną w lodówce.

piątek, 14 lipca 2017

dzikie rośliny jadalne Islandii - co na sałatki i kanapki

Kiedy wylą­do­wa­li­śmy na wul­ka­nicz­nej wyspie, była koń­cówka maja. Prze­nie­śli­śmy się więc z póź­nej wio­sny kipią­cej zie­le­nią do pory kwit­nie­nia fioł­ków i pod­biału. I łubinu oczy­wi­ście. Odpo­wiedź na pyta­nie, jaka to pora roku, nie była pro­sta. Według Island­czy­ków trwało lato.

Bażyna czarna (Empetrum nigrum).


Na Islan­dii są dwie zwy­cza­jowe pory roku – lato i zima. Wbrew ark­tycz­nym pozo­rom zima nie ozna­cza wcale eks­tre­mal­nie niskich tem­pe­ra­tur wymra­ża­ją­cych wszystko, co żyje, bo na tere­nach zamiesz­ka­łych rzadko tem­pe­ra­tura spada bar­dziej niż kilka stopni poni­żej zera. Ale trzeba się mie­rzyć z cało­do­bowa ciem­no­ścią, sil­nym wia­trem i zimo­wymi sztor­mami oraz nie­do­stęp­no­ścią nie­któ­rych dróg i tere­nów. Lato liczy się od maja do wrze­śnia i w tym cza­sie rośliny wyra­biają się, żeby wzejść, zakwit­nąć i wydać owoce. Pew­nie udaje im się to tylko dla­tego, że słońce prak­tycz­nie nie zacho­dzi.

Zawciąg pospolity (Armeria maritima).


Wyszu­ki­wa­nie dzi­kich warzyw to oczy­wi­ście moja pasja, ale oka­zała się bar­dzo prak­tyczna. Owoce i warzywa, które można kupić w islandz­kich skle­pach, są zwy­kle dość nie­świeże i mało ape­tyczne. Impor­to­wane egzo­tusy, poma­rań­cze i ana­nasy, jesz­cze jakoś trzy­mają fason, ale poza sto­licą typowy dział warzywny to dwa smętne ogórki i zwię­dła sałata w bar­dzo wyso­kich cenach. Jeśli ma się szczę­ście, bo ina­czej pozo­staje gro­szek w puszce pro­duk­cji angiel­skiej. Tra­fiają się też sałatki z goto­wa­nych warzyw uto­pione w kiep­skiej jako­ści majo­ne­zie. Nic dziw­nego: ziem upraw­nych nie­wiele, okres wege­ta­cji krótki, import na wyspę utrud­niony i nie ta tra­dy­cja. Za to zbie­rac­two ma się cał­kiem nie­źle, pozy­ski­wane są głów­nie owoce i zioła przy­pra­wowe, ale też poro­sty i nie­które gatunki wodo­ro­stów.

Pylsur, czyli buła z parówką, zwykle z dodatkiem remulady i prażonej cebuli.
Sama kiełbaska to pylsa, mają nawet podlaska pylsa i zwyczajna pylsa.


Nie­ważne, czy jesteś miło­śni­kiem naro­do­wego dania Islandz­czy­ków, pyl­sura, czy też żywisz się kup­nym hum­mu­sem albo gotu­jesz w domu – w razie głodu zie­lo­no­ści, na sałatkę i kanapkę pole­cam: liście mniszka lekar­skiego, cyko­rii (dla miło­śni­ków goryczki), pię­cior­nika gęsiego, liście i kwiaty fioł­ków, alpej­skiej rukwieli i rze­żu­chy. Więk­szość tych roślin wygląda i brzmi zna­jomo, prawda?

Mniszek lekarski (Taraxacum officinale).

Pięciornik gęsi (Potentilla argentea).

Fiołek psi (Viola canina).

Arktyczna rukwiel (Cakile arctica).

Rzeżucha (Cardamine).

Caaałe łąki rzeżuchy.


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

słonecznikowa sałatka

Od czasu wykop­ków wszy­scy domow­nicy i rezy­denci zdą­żyli spró­bo­wać topi­nam­buru solo i w róż­nych zesta­wie­niach. Jed­nym z naj­lep­szych jest ta sałatka. Cały sekret to doda­tek jak naj­więk­szej liczby gatun­ków czosnku (w prze­pi­sie są cztery: cebula, por, szczy­pio­rek i czo­snek pospo­lity). Więc jeśli macie jakieś nie­wy­mie­nione wśród skład­ni­ków, to śmiało korzy­staj­cie. Na pewno też spraw­dzi­łyby się nie­roz­wi­nięte kwiaty szczy­piorku. Jakby co, z ziem­nia­kami jako bazą też wyj­dzie świetnie.




sałatka z topi­nam­buru z białą rzod­kwią

pół kilo bulw
nie­duża biała rzod­kiew (daikon)
cebula
2 ząbki czosnku
pół pęczka szczy­piorku
pół pęczka koperku
kawa­łek pora
2 łyżki oleju rze­pa­ko­wego zim­no­tło­czo­nego
3 łyżki jogurtu grec­kiego
1 łyżka majo­nezu
sól, pieprz

Topi­nam­bur obrać i ugo­to­wać al dente, żeby się nie roz­pa­dał. Wystu­dzony pokroić w grubą kostkę, albo, jeśli bulwy są drobne, na przy­kład w ćwiartki. Rzod­kiew zetrzeć na więk­szych oczkach tarki. Resztę warzyw posie­kać eks­tre­mal­nie drobno. Jogurt połą­czyć z ole­jem, majo­ne­zem, solą i pie­przem, i tak powstały sos wymie­szać deli­kat­nie z resztą skład­ni­ków. Chło­dzić godzinę przed poda­niem.


poniedziałek, 13 marca 2017

czary - czarki i stokrotki

Czarki to jedna z naj­bar­dziej zja­wi­sko­wych oznak przed­wio­śnia. Te małe grzyby o misecz­ko­wa­tych owoc­ni­kach w kolo­rze nasy­co­nej czer­wieni wcale nie są łatwe do zna­le­zie­nia. Cho­wają się w ściółce w wil­got­nych (a nawet podmo­kłych) lasach liścia­stych. Wyglą­dają, jak posa­dzone wprost na ziemi, ale w rze­czy­wi­sto­ści ich krót­kie trzony zawsze wyra­stają z mar­twego drewna, zwy­kle z opa­dłych gałęzi.




Nie do końca wia­domo, czy wszyst­kie czarki są rzad­kie, za to na pewno nie pod­le­gają ochro­nie czarka szkar­łatna i czarka austriacka, dwa na oko iden­tyczne gatunki w ramach rodzaju Sar­co­scy­pha. Ponie­waż mikro­skop zosta­wi­łam w Mia­steczku, nie jestem w sta­nie zba­dać kształtu zarod­ni­ków i okre­ślić, który z nich zna­la­złam. Wyklu­czam na pewno chro­nioną czarkę juraj­ską, bo w oko­licy nie ma wapien­nych gleb. Zebra­łam tylko garść, żeby nie popsuć tej kom­po­zy­cji z mchem i olcho­wymi liśćmi.




W wielu atla­sach można zna­leźć infor­ma­cję, że są to grzyby nie­ja­dalne. Nie wierz­cie. Taka kla­sy­fi­ka­cja wynika nie z ich wła­ści­wo­ści che­micz­nych czy odżyw­czych, ale ze zni­ko­mego zna­cze­nia gospo­dar­czego. Czarki są jadalne i smaczne, nawet na surowo. Pew­nym przy­bli­że­niem smaku będzie opi­sa­nie go jako rzod­kiew­ko­wo­pie­czar­ko­wego. A przy oka­zji piecza­rek, kusiło mnie, żeby zro­bić pie-czarkę a wła­ści­wie czarka-pie, nie­wielką tartę z tymi z grzy­bami, ale posta­no­wi­łam nie zużyć ich wszyst­kich na potrzeby tego jed­nego żartu.

Pole­cam spró­bo­wa­nie cza­rek bez dłuż­szej obróbki – oczysz­cze­nie i spa­rze­nie wrząt­kiem będzie w sam raz, do tego szczypta soli. Można je też sma­żyć na maśle lub goto­wać. Mary­no­wać tylko po uprzed­nim obgo­to­wa­niu w solo­nej i zakwa­szo­nej wodzie, żeby nie stra­ciły koloru. A naj­le­piej prze­cho­wują się mro­żone, w końcu to zimowe grzyby i mróz im nie straszny.




sałatka ze sto­kro­tek z czar­kami

liście lub roze­tki sto­kro­tek z kwia­tami
czarki
sos: łyżka oliwy, łyżeczka musz­tardy, łyżeczka wody, szczypta soli, sok z cytryny do smaku

Grzyby oczy­ścić i spa­rzyć. Sto­krotki bar­dzo dokład­nie umyć. Można je wymie­szać z rosz­ponką w dowol­nych pro­por­cjach. Skład­niki sosu połą­czyć do gład­ko­ści wstrzą­sa­jąc w sło­iku. Sałatkę polać sosem tuż przed poda­niem.



Jesz­cze coś o sto­krot­kach. Rozetki są tro­chę tward­sze od sałaty, poza tym same listki sma­kują deli­kat­niej – na pierw­sze pró­bo­wa­nie pole­cam listki roz­dzie­lone. Tak czy owak zbie­ra­nie poje­dyn­czych liści się nie opłaca, jeżeli nie cho­dzi w nim o pre­tekst do dłu­giej serii głę­bo­kich przy­sia­dów na świe­żym powie­trzu. Naj­le­piej spraw­dza się ści­na­nie nożycz­kami całych roze­tek tuż przy ziemi i odrzu­ca­nie od razu zażół­co­nych albo dziu­ra­wych liści zewnętrz­nych. Roz­dzie­lić je można dopiero w kuchni. I podać z ulu­bio­nym sosem sałat­ko­wym. Magia przed­wio­śnia.

piątek, 26 sierpnia 2016

no to stalgia

Spo­koj­nie mogę powie­dzieć, że tu się wycho­wa­łam. Uczy­łam pierw­szych nazw roślin. Wyko­py­wa­łam spod śniegu nać pie­truszki do chru­pa­nia. Roz­sie­wa­łam nowe gatunki traw zbie­ra­jąc kłosy na bukiety. Prze­pro­wa­dza­łam śli­maki do lasu, żeby były bez­pieczne.
Potem nagle płoty jakby się poza­pa­dały, drogi stały się wąskie, a latar­nie śmiesz­nie małe.
To też było dawno. Życie cią­gle zagar­nia zna­jome ele­menty, coraz mniej zosta­wia­jąc na wła­ści­wych miej­scach.

Z nie­zmien­nych rze­czy zostają kolory. Na raz tyle samo dys­har­mo­nii, co współ­brz­mie­nia.




sałatka kwia­towo-owo­cowa z kolo­rów

czarne jeżyny
nie­bie­skie borówki
mali­nowe maliny
fio­le­towe dzwonki
poma­rań­czowe nagietki
różowe floksy

Floksy obe­rwać z gałą­zek, nie zapo­mi­na­jąc o nie­roz­wi­nię­tych pącz­kach kwia­to­wych. Nagietki podzie­lić na płatki (chyba, że ktoś jest pewien, że lubi rów­nież zie­lone czę­ści i chce gorycz­ko­wego prze­ła­ma­nia dla słod­kich sma­ków). Wymie­szać kwiaty z owo­cami i poda­wać w kub­kach lub fili­żan­kach.

 

sałatka z borówkami, letnia sałatka, jadalne kwiaty, jadalne kwiaty dzwonka, przepis z floksami, dzwonek brzoskwiniolistny, jadalne rośliny ogrodowe, edible flowers, phlox recipe, edible bellflower


Floksy wie­cho­wate (Phlox pani­cu­lata) kwitną w odcie­niach różu, fio­letu i bieli. Mają kwiaty zebrane w grona, a wła­ści­wie bal­da­cho­grona, słodko pach­nące i bar­dzo słod­kie w smaku. Połą­cze­nie flok­sów z jeży­nami to let­nie odkry­cie – jeden z prost­szych i efek­tow­niej­szych pomy­słów na bły­ska­wiczny deser. Pasują mi też do łagod­nej czar­nej her­baty liścia­stej, dodane po lek­kim ostu­dze­niu zamiast cukru.

Ape­tyczny fio­let to dzwo­nek brzo­skwi­nio­listny (Cam­pa­nula per­si­ci­fo­lia), popu­larna w ogro­dach roślina wie­lo­let­nia. Niek­tóre odmiany mają białe kwiaty. Rów­nież jest słodki, ale jest to mniej bez­kom­pro­mi­sowo dese­rowy smak. Wyko­rzy­sta­nie innych gatun­ków jest jak naj­bar­dziej wska­zane, bo wszyst­kie dzwonki są jadalne (rów­nież liście).

Nagie­tek lekar­ski (Calen­dula offi­ci­na­lis) w smaku jest korzenno-zie­lony, gorz­kawy, ale płatki kwia­tów są bar­dzo deli­katne aro­ma­tyczne, więc ich doda­tek raczej nie zmieni balansu sma­ków. Ja się nie ogra­ni­czam, zja­dam całe kwia­to­stany.



sobota, 6 sierpnia 2016

wiesiolka szparagowa

Nasz ulu­biony współ­lo­ka­tor miał w zwy­czaju pytać gości kawa z mle­kiem, czy z cukrem?. No to idąc tym tro­pem – pomi­dory z solą czy z pie­przem? Dla mnie z pie­przem, wyłącz­nie.


oenothera biennis, jadalne kwiaty, rośliny łąkowe, common evening-primrose


Wizja lek­kiej kola­cji miała postać sałatki z pomi­do­rów z kwia­tami wie­siołka. Czer­wono-żółte nasy­cone barwy. Ale po desz­czo­wym dniu kwiaty były zmal­tre­to­wane i nasiąk­nięte wodą, a w dodatku jakiś łąkowy bukie­ciarz prze­trze­bił kwit­nące łodygi tak, że z daleka nie było ich pra­wie wcale widać. Posta­no­wi­łam zamie­nić kwiaty na młode torebki nasienne. Cała roślina, może oprócz suro­wych nasion, ma pie­przowy posmak – naj­bar­dziej wyczu­walny w korze­niach (opis tutaj).


wiesiołek dwuletni, oenothera biennis, dzikie rośliny jadalne


Torebki są smaczne, dopóki są ela­styczne, a nasiona jesz­cze się nie wykształ­ciły. Ponie­waż wie­sio­łek może być jedzony na surowo, dobrym spraw­dzia­nem jest nad­gry­zie­nie wąt­pli­wego owocu. Włók­ni­sty z wyraź­nymi ziar­nami będzie zbyt stary, żeby go przy­rzą­dzać. W prak­tyce naj­le­piej wybie­rać łodygi cią­gle kwit­nące i zbie­rać kilka naj­wyż­szych owo­ców zaraz pod kwia­tami, albo wybie­rać jasno­zie­lone z samego czubka. Kolory tore­bek na łody­dze mogą być wska­zówką – czę­sto zmie­niają się ku górze: żół­tawy, ciem­no­zie­lony, jasno­zie­lony. Odro­binę podobne do owo­ców są też nie­roz­wi­nięte pąki kwia­towe, jed­nak one poza inną kon­sy­sten­cją mają długi ogo­nek.


przepis wiesiołek, sałatka z wiesiołkiem, letnia sałatka, rośliny oleiste, common evening-primrose recipe, primrose salad


sałatka „pomi­dory z pie­przem”

2 pomi­dory
duża garść mło­dych owo­ców wie­siołka
listki bazy­lii
oliwa z oli­wek, musz­tarda (sarep­ska i fran­cu­ska)

Torebki nasienne obgo­to­wać około 5 minut w poso­lo­nej wodzie. Skład­niki sosu, czyli oliwę i dwa rodzaje musz­tardy, połą­czyć w jed­no­litą emul­sję – naj­ła­twiej wstrzą­sa­jąc w małym sło­iku, można też dodać do nich odro­binę wody. Warzywa wymie­szać i polać sosem.



Owoce wie­siołka dwuletniego (Oenothera biennis) z wody przy­po­mi­nają tro­chę pie­przną fasolkę szpa­ra­gową. I potwier­dza się, że wraż­li­wość na ten pikantny smak jest różna u róż­nych osób – do tego stop­nia, że nie­któ­rym trudno go w ogóle wyczuć, pod­czas gdy dla innych zbyt ostra jest naj­mniej­sza część.