Połowa maja. Zbieram kwiatostany sosny z drzewa rosnącego na skraju mazowieckiego lasu. Nie mam czasu się nimi zająć, więc usuwam brązowe łuski i zalewam miodem spadziowym iglastym, prezentem z Podlasia. Wstawiam słoik do lodówki.
Połowa października. Wracam z porannych zakupów z chlebem gryczanym z pobliskiej piekarni. Pieczony na liściach, w smaku jest jak gościnna zamojszczyzna. Wyciągam masło i hajnowski ser z popiołem w typie Morbier od Serów z Puszczy. Patrzę na ten kontrastowy marmurek, gryzę szeroki plaster. Jest kremowy i taki pełny w smaku, ale rozglądam się jeszcze za ostatnim elementem. I przypomina mi się ta majowa sosna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iglaste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iglaste. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 października 2020
geografia regionalna
piątek, 8 czerwca 2018
a to szmata! czyli ratowanie octu
Nie wiadomo, co poszło nie tak, jeden nastaw domowego octu owocowego smakował świetnie, jak zwykle, a pachniał jakby ścierką. To bardzo żywa rzecz, więc powodów może być mnóstwo: taka tym razem jego uroda, tajemniczy wpływ pogody, albo został za wcześnie zabutelkowany. Domownicy bez pudła wyczuwali samo odkręcenie zakrętki, protestując głośno, żeby nie przyszło mi do głowy używać. Ale to nie jest historia uczenia się na błędach, bo mądrzejsza o te butelki nie jestem wcale, tylko pomysł, jak to łatwo poprawić. Drogi są dwie - maceracja i fermentacja.
W obu potrzebny będzie wkład aromatyczny, mnie skusił młody świerk. Miękkie gałązki, zbyt wyrośnięte, żeby po prostu je zjeść, ze swoim żywiczno-cytrusowym zapachem. Ale to może być prawie każde aromatyczne zioło. Jeśli macie ochotę na coś innego, śmiało sięgajcie po rozmaryn, miętę, skórkę z niewoskowanej cytryny, płatki dzikiej róży i tak dalej. Nie jest to oczywiście niezbędne dla samego procesu, ale tym razem ważne, żeby intensywnie pachniało.
Zrobienie maceratu octowego jest jeszcze prostsze niż samego octu. (Przepis na domowy ocet głogowy - KLIK.) Zioła czy inny surowiec zalewa się lekko ciepłym octem tak, żeby były przykryte płynem, szczelnie zakręca i odstawia w ciemne miejsce. Raz dziennie wstrząsa, a po dwóch-trzech tygodniach przecedza i ewentualnie filtruje. Można w ten sposób wielokrotnie wzmacniać macerat. Jeśli użyte rośliny mają właściwości lecznicze lub prozdrowotne, ocet przejmie ich dobroczynne składniki rozpuszczalne w wodzie. Gałązki świerku (Picea) pomagają w infekcjach, wspierają drogi oddechowe i odkażają układ pokarmowy, więc mój macerat też.
Druga z możliwości to powtórzenie fermentacji octowej. Taki ocet wychodzi bardziej wytrawny i smakowo kwaśniejszy, ale nie oznaczałam stężenia z braku zestawu małego chemika w domu.
duża garść gałązek świerkowych
0,5 l wody
0,5 l owocowego octu do poprawienia
2 czubate łyżki cukru
Cukier rozpuścić w wodzie i zalać gałązki umieszczone w wyparzonym słoju. Dodać ocet i wymieszać. Przypilnować, żeby w słoiku był zapas miejsca, około 1/4 objętości. Zakryć ściereczką, gazą lub papierowym ręcznikiem i recepturką. Odstawić w ciepłe miejsce (nie musi być ciemne). Mieszać wyparzoną łyżką raz lub dwa razy dziennie.
Tym razem nastaw ruszał dość opornie, ale po kilku dniach pojawiła się piana, nic burzliwego, bo głównie przy mieszaniu. Po niecałym miesiącu bąbelkowanie się skończyło, gałązki przestały się unosić, a na powierzchni tworzył się tylko film bakteryjny, tak zwany kożuszek. Ocet jest gotowy do butelkowania i w przeciwieństwie do wyjściowego, przyjemnie pachnie iglakiem. Ma też podobne właściwości co macerat, akurat do budowania odporności.
W obu potrzebny będzie wkład aromatyczny, mnie skusił młody świerk. Miękkie gałązki, zbyt wyrośnięte, żeby po prostu je zjeść, ze swoim żywiczno-cytrusowym zapachem. Ale to może być prawie każde aromatyczne zioło. Jeśli macie ochotę na coś innego, śmiało sięgajcie po rozmaryn, miętę, skórkę z niewoskowanej cytryny, płatki dzikiej róży i tak dalej. Nie jest to oczywiście niezbędne dla samego procesu, ale tym razem ważne, żeby intensywnie pachniało.
Zrobienie maceratu octowego jest jeszcze prostsze niż samego octu. (Przepis na domowy ocet głogowy - KLIK.) Zioła czy inny surowiec zalewa się lekko ciepłym octem tak, żeby były przykryte płynem, szczelnie zakręca i odstawia w ciemne miejsce. Raz dziennie wstrząsa, a po dwóch-trzech tygodniach przecedza i ewentualnie filtruje. Można w ten sposób wielokrotnie wzmacniać macerat. Jeśli użyte rośliny mają właściwości lecznicze lub prozdrowotne, ocet przejmie ich dobroczynne składniki rozpuszczalne w wodzie. Gałązki świerku (Picea) pomagają w infekcjach, wspierają drogi oddechowe i odkażają układ pokarmowy, więc mój macerat też.
Druga z możliwości to powtórzenie fermentacji octowej. Taki ocet wychodzi bardziej wytrawny i smakowo kwaśniejszy, ale nie oznaczałam stężenia z braku zestawu małego chemika w domu.
świerkowy ocet poprawkowy
duża garść gałązek świerkowych
0,5 l wody
0,5 l owocowego octu do poprawienia
2 czubate łyżki cukru
Cukier rozpuścić w wodzie i zalać gałązki umieszczone w wyparzonym słoju. Dodać ocet i wymieszać. Przypilnować, żeby w słoiku był zapas miejsca, około 1/4 objętości. Zakryć ściereczką, gazą lub papierowym ręcznikiem i recepturką. Odstawić w ciepłe miejsce (nie musi być ciemne). Mieszać wyparzoną łyżką raz lub dwa razy dziennie.
Tym razem nastaw ruszał dość opornie, ale po kilku dniach pojawiła się piana, nic burzliwego, bo głównie przy mieszaniu. Po niecałym miesiącu bąbelkowanie się skończyło, gałązki przestały się unosić, a na powierzchni tworzył się tylko film bakteryjny, tak zwany kożuszek. Ocet jest gotowy do butelkowania i w przeciwieństwie do wyjściowego, przyjemnie pachnie iglakiem. Ma też podobne właściwości co macerat, akurat do budowania odporności.
Etykiety:
drzewa,
dzikie rośliny jadalne,
fermentacja,
iglaste,
na wsi,
ocet,
przetwory,
przyprawy,
rośliny dziko rosnące,
świerk,
wegańskie,
wegetariańskie
czwartek, 10 maja 2018
iglaste dżemowanie
Świerki, moje ulubione cytrusy, są już gotowe do zbierania. Od południa pędy wyrosły nawet za bardzo, ale ciągle jest też dużo młodziutkich końcówek, idealnych na aromatyczny dżem. Potwór mówi, że tak pachnie Boże Narodzenie. Ale nie ma mowy, do zimy nie dotrwa ani odrobina.
Jak w zeszłym roku, szukamy najsmaczniejszego drzewa i zbieramy te miękkie kępki jasnej zieleni na końcach gałązek. Nie za dużo i nieintensywnie, żeby świerk mógł dalej harmonijnie rosnąć.
150 g młodych pędów świerkowych
150 g cukru trzcinowego
limonka
Świerkowe pędzle rozdrobnić blendrem razem z cukrem. Przełożyć do garnka, wcisnąć sok z limonki i powoli doprowadzić do wrzenia. Kiedy stracą zielony kolor, gotować jeszcze 2 minuty. Przełożyć gotowy dżem do wyparzonego słoika.
Jak w zeszłym roku, szukamy najsmaczniejszego drzewa i zbieramy te miękkie kępki jasnej zieleni na końcach gałązek. Nie za dużo i nieintensywnie, żeby świerk mógł dalej harmonijnie rosnąć.
cytrusowy dżem ze świerka
(przepis źródłowy: pinkcake)150 g młodych pędów świerkowych
150 g cukru trzcinowego
limonka
Świerkowe pędzle rozdrobnić blendrem razem z cukrem. Przełożyć do garnka, wcisnąć sok z limonki i powoli doprowadzić do wrzenia. Kiedy stracą zielony kolor, gotować jeszcze 2 minuty. Przełożyć gotowy dżem do wyparzonego słoika.
poniedziałek, 9 października 2017
porcini!
Jesteśmy otoczeni bogactwem. Grzyby podchodzą już pod bramę, w dodatku nawet wstępnie oczyszczone. Żeby się nie dać klęsce urodzaju, oprócz żmudnego przerabiania, pilnuję, żeby był czas na przyjemności. Choćby świeże borowiki szlachetne (Boletus edulis) na surowo. Na tą potrawę starczy nawet jeden malutki porcino.
świerkowe carpaccio z borowików
nieduży borowik szlachetny
dziewicza oliwa
sól świerkowa
Borowiki pociąć na plasterki grubości papieru - niezastąpiona będzie mandolina. Rozłożyć na talerzu i pokropić oliwą. Posypać aromatyzowaną solą w ostatniej chwili, żeby nie zdążyła rozpuścić się na grzybach. Pasuje świeża ciabatta.
świerkowe carpaccio z borowików
nieduży borowik szlachetny
dziewicza oliwa
sól świerkowa
Borowiki pociąć na plasterki grubości papieru - niezastąpiona będzie mandolina. Rozłożyć na talerzu i pokropić oliwą. Posypać aromatyzowaną solą w ostatniej chwili, żeby nie zdążyła rozpuścić się na grzybach. Pasuje świeża ciabatta.
Etykiety:
borowiki,
drzewa,
dzikie rośliny jadalne,
grzyby,
iglaste,
na wsi,
przegryzki,
rośliny dziko rosnące,
świerk,
wegańskie,
wegetariańskie,
Włochy
piątek, 19 maja 2017
opędzlowane
Chyba ostatnio nie wspomniałam, że właściwie każdy świerk trochę inaczej smakuje? Z tych, których próbowałam tej wiosny, najsmaczniejszy był biały świerk stożkowy (Picea glauca ’Conica’), ale one tak wolno rosną, że nie miałam serca go skubać. Za to świerki pospolite (Picea abies) u nas rosną odsłonięte od południa i przyrastają bardzo szybko. One między sobą też się różnią smakiem, ale to już zdecydowanie niuanse. Warto poszukać w okolicy drzewa o najmniejszej goryczce i najbardziej cytrusowym aromacie, szczególnie jeśli planuje się świerkowe desery.
Sól świerkowa już wyschła, więc trochę jej ubyło koloru, na szczęście nie smaku. Pomidory solić grzech, ale tym razem po prostu udzielcie sobie dyspensy.
pasta świerkowa z awokado
dojrzałe awokado
ząbek czosnku
2–3 cm miękkich pędzelków świerka
Awokado rozgnieść widelcem, czosnek zetrzeć lub przepuścić przez praskę, igły posiekać i rozetrzeć, na przykład w moździerzu. Tak przygotowane składniki wymieszać i podawać na świeżym chlebie z pomidorem i solą świerkową.
Sól świerkowa już wyschła, więc trochę jej ubyło koloru, na szczęście nie smaku. Pomidory solić grzech, ale tym razem po prostu udzielcie sobie dyspensy.
pasta świerkowa z awokado
dojrzałe awokado
ząbek czosnku
2–3 cm miękkich pędzelków świerka
Awokado rozgnieść widelcem, czosnek zetrzeć lub przepuścić przez praskę, igły posiekać i rozetrzeć, na przykład w moździerzu. Tak przygotowane składniki wymieszać i podawać na świeżym chlebie z pomidorem i solą świerkową.
czwartek, 18 maja 2017
świerkowy spisek
Świerki rosną i kwitną. Zrzucają brązowe łuskowate osłonki z pędów, rażą jaskrawą zielenią i pylą na żółto. Odgrażałam się publicznie, że będzie dżem. Pewnie jeszcze będzie, ale na razie celuję w wytrawności.
A w ogóle mam teorię spiskową. O rozdzielonych w dzieciństwie wszechświata drzewach. (No dobra, pewnie gdzieś w Karbonie.) Świerk to wiecznie zielony, pachnący, zaginiony brat cytrusów. Wystarczy rozgryźć któryś z tych jasnozielonych pędzli na końcach gałązek, żeby się przekonać. Cytrus pełną gębą: czuć intensywność olejków eterycznych, kwaśny smak, a nawet gorycz albedo, której ilość zależy od konkretnego drzewa.
Może zainteresuję tematem jakichś płaskoziemców albo ufologów?
sól świerkowa
szklanka młodych pędów świerka
2 duże łyżki niejodowanej soli kamiennej
Ostrożnie zebrać świerkowe pędzelki, żeby nie miały łusek. Rozdrobnić w blenderze i wsypać sól, a potem krótko miksować pulsacyjnie. Gotowa sól będzie miała żywy zielony kolor i orzeźwiająco kwaśny owocowo-żywiczny zapach. Można używać jej od razu, ale do przechowywania trzeba wysuszyć ją wysypując cienką warstwą na dno pojemnika lub tacę. Suszenie trwa około 1–2 dni, kolor zmienia się wtedy na bledszy. Suchą można zamknąć w słoiku. Przyda się do marynat, kanapek, sałatek, krakersów.
Sławek mówi, że pachnie rabarbarem. No właśnie, kwaśno i owocowo – takiej soli można by zjeść i beczkę (na czworo!), ale znamy się dość dobrze, więc zostawimy słoik na potem.
A w ogóle mam teorię spiskową. O rozdzielonych w dzieciństwie wszechświata drzewach. (No dobra, pewnie gdzieś w Karbonie.) Świerk to wiecznie zielony, pachnący, zaginiony brat cytrusów. Wystarczy rozgryźć któryś z tych jasnozielonych pędzli na końcach gałązek, żeby się przekonać. Cytrus pełną gębą: czuć intensywność olejków eterycznych, kwaśny smak, a nawet gorycz albedo, której ilość zależy od konkretnego drzewa.
Może zainteresuję tematem jakichś płaskoziemców albo ufologów?
sól świerkowa
szklanka młodych pędów świerka
2 duże łyżki niejodowanej soli kamiennej
Ostrożnie zebrać świerkowe pędzelki, żeby nie miały łusek. Rozdrobnić w blenderze i wsypać sól, a potem krótko miksować pulsacyjnie. Gotowa sól będzie miała żywy zielony kolor i orzeźwiająco kwaśny owocowo-żywiczny zapach. Można używać jej od razu, ale do przechowywania trzeba wysuszyć ją wysypując cienką warstwą na dno pojemnika lub tacę. Suszenie trwa około 1–2 dni, kolor zmienia się wtedy na bledszy. Suchą można zamknąć w słoiku. Przyda się do marynat, kanapek, sałatek, krakersów.
Sławek mówi, że pachnie rabarbarem. No właśnie, kwaśno i owocowo – takiej soli można by zjeść i beczkę (na czworo!), ale znamy się dość dobrze, więc zostawimy słoik na potem.
środa, 25 stycznia 2017
to i owo na zimowo
Zimowy napój, a nic korzennego, czekoladowego ani nawet słodkiego. Z zimowymi owocami, co wcale nie oznacza pomarańczy.
Mimo śniegu na głogach zostało trochę owoców. Namierzycie bez problemu, cierniste krzewy albo niewielkie drzewka, gdzieniegdzie listek, jak ten poniżej i ciemnoczerwone kulki. Nie będą na pewno soczyste i słodkie, bo właściwie nigdy nie były, ale świetnie nadają się na zimową herbatkę w terenie. Dla wzbogacenia smaku najlepiej skomponować je z czymś iglastym.
To głóg jednoszyjkowy (Crataegus monogyna). Jego owoce mają w środku jedną pestkę. Tak właściwie mają głównie pestkę, miąższu jest zdecydowanie mniej. Jeżeli jednak zbierzecie coś pasującego do opisu, a przy rozdrabnianiu surowca na herbatkę okaże się, że pestek w środku jest więcej, dwie albo trzy, będzie równie dobrze. To po prostu inny gatunek – głóg dwuszyjkowy (Crataegus laevigata), który użytkuje się tak samo.
Innymi jadalnymi częściami głogu są bardzo młode liście i kwiaty, ale jedne i drugie są dostępne tylko wiosną. Na nie poczekamy sobie aż do kwietnia. Kwiaty i owoce lubią zielarze za łagodne działanie wspomagające serce, wzmacniające naczynia i brak strasznych działań ubocznych. Dla mnie to dzikie rozgrzewające witaminy.
zimowa herbatka z głogu i świerka
(na 1 porcję)
łyżeczka – kilkanaście owoców – głogu
świerkowa gałązka długości kciuka
0,25 l wody
Owoce pozbawić pestek, chociaż bardziej pasowałoby tu odwrotne postawienie sprawy: pestki obrać z czerwonego miąższu. Nasiona nie będą potrzebne, resztę zalać wodą i doprowadzić do wrzenia. Gotować 5 minut, zdjąć z palnika albo ogniska i dodać gałązkę świerka. Przykryć na 10 minut. Jeżeli po tym czasie herbatka jest ciągle za ciepła do picia, przestudzić w śniegu.
Mimo śniegu na głogach zostało trochę owoców. Namierzycie bez problemu, cierniste krzewy albo niewielkie drzewka, gdzieniegdzie listek, jak ten poniżej i ciemnoczerwone kulki. Nie będą na pewno soczyste i słodkie, bo właściwie nigdy nie były, ale świetnie nadają się na zimową herbatkę w terenie. Dla wzbogacenia smaku najlepiej skomponować je z czymś iglastym.
To głóg jednoszyjkowy (Crataegus monogyna). Jego owoce mają w środku jedną pestkę. Tak właściwie mają głównie pestkę, miąższu jest zdecydowanie mniej. Jeżeli jednak zbierzecie coś pasującego do opisu, a przy rozdrabnianiu surowca na herbatkę okaże się, że pestek w środku jest więcej, dwie albo trzy, będzie równie dobrze. To po prostu inny gatunek – głóg dwuszyjkowy (Crataegus laevigata), który użytkuje się tak samo.
Innymi jadalnymi częściami głogu są bardzo młode liście i kwiaty, ale jedne i drugie są dostępne tylko wiosną. Na nie poczekamy sobie aż do kwietnia. Kwiaty i owoce lubią zielarze za łagodne działanie wspomagające serce, wzmacniające naczynia i brak strasznych działań ubocznych. Dla mnie to dzikie rozgrzewające witaminy.
zimowa herbatka z głogu i świerka
(na 1 porcję)
łyżeczka – kilkanaście owoców – głogu
świerkowa gałązka długości kciuka
0,25 l wody
Owoce pozbawić pestek, chociaż bardziej pasowałoby tu odwrotne postawienie sprawy: pestki obrać z czerwonego miąższu. Nasiona nie będą potrzebne, resztę zalać wodą i doprowadzić do wrzenia. Gotować 5 minut, zdjąć z palnika albo ogniska i dodać gałązkę świerka. Przykryć na 10 minut. Jeżeli po tym czasie herbatka jest ciągle za ciepła do picia, przestudzić w śniegu.
Etykiety:
drzewa,
dzikie rośliny jadalne,
głóg,
iglaste,
napoje,
rośliny dziko rosnące,
świerk,
w dziczy,
wegańskie,
wegetariańskie,
zioła lecznicze
piątek, 1 lipca 2016
piękna katastrofa
Miał to być chyba dżem ze świerka. Ale w miasteczku akurat świerki niezbyt dorodne, za to jodła piękna, ze swoim prostym pniem, szarą korą, pęcherzykami żywicy i zapachem. Nikt nie spróbował pędzelków jasnych młodych igieł przed zdżemowaniem i przy mojej degustacji gotowy przetwór okazał się aromatyczny słodko-gorzki, zbyt wyrazisty do jedzenia. Nic z tonów cytrusowych, raczej rozmarynowe i to właśnie naprowadziło mnie na trop idealnego wykorzystania. Wspaniale komponuje się z pomidorowymi sosami, kiedy dodatek ziół prowansalskich byłby zbyt oczywisty.
Dostałam cały zapas.
jodłowa przyprawa do sosów pomidorowych
1 część najmłodszych igieł jodły
1 część brązowego cukru
odrobina wody
Igły bardzo drobno posiekać, można użyć blendera. Wymieszać z cukrem i niewielką ilością wody, a potem zagotować kilka minut. Przełożyć do wyparzonych słoiczków i dla pewności zapasteryzować.
Przepis na jeden z moich ulubionych sosów do makaronu od teraz wygląda tak: młodą cukinię pokrojoną w cienkie plastry podsmażam na oliwie z cebulą, kiedy zmięknie i trochę się przyrumieni, dodaję przecier pomidorowy, małą szczyptę soli i łyżeczkę jodłowego dżemu. Gdy mam ochotę, doprawiam jeszcze świeżym czosnkiem albo zabielam jogurtem.
Dostałam cały zapas.
jodłowa przyprawa do sosów pomidorowych
1 część najmłodszych igieł jodły
1 część brązowego cukru
odrobina wody
Igły bardzo drobno posiekać, można użyć blendera. Wymieszać z cukrem i niewielką ilością wody, a potem zagotować kilka minut. Przełożyć do wyparzonych słoiczków i dla pewności zapasteryzować.
Przepis na jeden z moich ulubionych sosów do makaronu od teraz wygląda tak: młodą cukinię pokrojoną w cienkie plastry podsmażam na oliwie z cebulą, kiedy zmięknie i trochę się przyrumieni, dodaję przecier pomidorowy, małą szczyptę soli i łyżeczkę jodłowego dżemu. Gdy mam ochotę, doprawiam jeszcze świeżym czosnkiem albo zabielam jogurtem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



