czwartek, 30 listopada 2017

po prostu z porostu

Ostatnio wszystkie północne przepisy tak bardzo sprawdziły się w mojej kuchni, aż zapomniałam już, że tak naprawdę to jeden wielki eksperyment. W końcu różnice kulturowe są naprawdę spore i nie każda do bezproblemowego przeskoczenia.

Chleb z porostem islandzkim jest idealnym przykładem, ale skoro płucnicę wykorzystywałam już do krakersów i mieszanek herbacianych, nie wydawał mi się większym ryzykiem niż one. Islandzkie źródła rzadko podają konkretny przepis na fjallagrasabrauð. Po prostu radzą wziąć swój zwykły przepis na chleb i wzbogacić go o ten jeden składnik. To niezła myśl, jednak jeśli zależy nam na prawdziwie północnym wypieku, lepiej w imię autentyzmu poszukać czegoś islandzkiego i sprawdzić, czy okaże się bardzo odmienne od naszych przyzwyczajeń.

Kiedy mówię o prostym chlebie, przeważnie mam na myśli drożdżowy. Zakwas jest powszechnie uważany za kolejne wtajemniczenie. Na nordyckiej i skandynawskiej północy najprostszy chleb oznacza jednak zwykle pieczywo na proszku do pieczenia lub sodzie. Właśnie tak wyglądała większość islandzkich przepisów na chleb z porostem. Zaryzykowałam.

Jeszcze zanim podam przepis, ostrzeżenie. Jeżeli pieczesz swój własny chleb i uwielbiasz zapach drożdżowego ciasta roznoszący się po domu, jeśli lubisz pracować z zakwasem i nic cię tak nie cieszy, jak idealnie wyrośnięty i kształtny bochenek upieczony na blasze, albo jak jesteś mistrzem pieczenia chlebów wyrastających wieloetapowo, pewnie tym wypiekiem poczujesz się rozczarowany. Mi najbardziej przypomina wytrawne babeczki, które zdarzało mi się piec, na proszku i aromatyzowanej oliwie (na przykład z suszonymi pomidorami i parmezanem). Wyszedł kruchy, dość ciężki i nie zjadłabym go dużo na raz. Porost jest wyczuwalny w co którymś kęsie i to akurat bardzo przyjemny i niedominujący efekt. Oryginalny przepis TUTAJ.
I ach, byłabym zapomniała - nie nadaje się na tosty. To dla niektórych bardzo ważna informacja.




gerlaust fjallagrasabrauð

(islandzki przaśny chleb z porostem)


300 g mąki orkiszowej
200 g mąki pszennej
2 łyżki ziaren sezamu
4 łyżeczki proszku do pieczenia
(w źródle jest proszek na winianie potasu)
2 łyżeczki drobnej soli
1 łyżka kawy - u mnie zbożowa

2 szklanki mleka np. roślinnego
1 łyżka oleju

1 łyżka rozkruszonego porostu islandzkiego
wrzącej wody tyle, żeby przykryć porost w szklance

Porost zalać wrzątkiem i zaparzać kilka minut, żeby zmiękł. Wymieszać w misce suche składniki chleba. Dolać mleko i olej, a także napar razem z porostowymi fusami. Dokładnie wymieszać ciasto. Blachę keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia i wylać ciasto wyrównując powierzchnię łyżką. Piec godzinę w 160 stopniach.



Pozostałe teksty i przepisy islandzkie TUTAJ.

To ostatni dzień zabawy z akcją skandynawsko-nordycką Mopsa, ale pewnie jeszcze trochę inspiracji z tamtych stron pojawi się u mnie w tym roku.

20 komentarzy:

  1. zaskakujący przepis. A chleb wygląda cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Pęknięcia nadają skórce faktury i całkiem ładnie mu z tym. :)

      Usuń
  2. Ale czad! Muszę zgłębić temat porostu! Chlebkiem też czuję się skuszona- dzięki za dużo inspiracji :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet ostrzeżenia nie pomogły? ;) Miło mi. A na początek koniecznie polecam earl grey z dodatkiem płucnicy. Jeśli spodoba Ci się jej leśno-przestrzenny aromat, na pewno znajdziesz kolejne zastosowania.

      Usuń
  3. I nawet mąka orkiszowa się znalazła 😊Islandzkie kucharki jej używają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie tak często, jak żytniej, pszenicznej i jęczmiennej, ale pojawia się. Właśnie jej użył autor przepisu. Ale nie wiem, jak to jest z uprawą orkiszu na Islandii.

      Usuń
  4. Czy ten proszek do pieczenia nie jest aby wyczuwalny w chlebie?
    Zrobię dwa:). Jeden z proszkiem a drugi z drożdżami.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samego smaku proszku nie wyczuwam, ale on tak bardzo zmienia wszystko, że oczywiście wpływa to na smak. Prawie na pewno ten drożdżowy chleb okaże się bardziej swojski i zniknie szybciej. ;)

      Usuń
  5. Piękny chleb, piękny blog i piękna Ty! Witaj Mario, pozdrawia Cię "bratnia dusza", też kocham drzewa i prowadzę kulinarny blog (w 3 językach), kocham też Isię, Italię i .... Miłego pichcenia, podróżowania i odkrywania tajników sekretnego życia drzew ;). A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle miłych słów na wiele wspólnych tematów. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Piekę chleb na zakwasie, ale czasami lubię jakąś odmianę w domowej piekarni, a ten przepis wygląda interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w razie czego będzie na Islandczyków. ;)

      Usuń
  7. Kolejny zaskakujący przepis z Twojej strony. Bardzo mi miło, że zadałaś sobie tyle trudu, aby przybliżyć nieco kuchnię islandzką. Szkoda, że nie pokazałam przekrojonego chlebka, bardzo jestem ciekawa jak wyglądał w środku :) Ale jeszcze bardziej interesuje mnie smak porostów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko nieartykułowane westchnienie nad listopadowym światłem. ;)

      Usuń
  8. Własnie piję herbatkę z płucnicy. Jest lekko gorzka. Smak zbliżony do piołunu, czyli niezły:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dlatego jak nie mam ochoty na gorycz solo, a tęsknię za tym zapachem, mieszam z herbatą. Smacznego!

      Usuń
  9. u nas ostatnio na stole kuchnia fińska, mam tylko problem żeby przestawić się z decylitrów na gramy w przypadku sypkich produktów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, mamy tylko dwa wyjścia. Przepisać recepturę po swojemu albo waga w kąt, a w rękę szklanka. ;)

      Usuń
  10. Wspaniały!
    Nie upiekę,,,nie ma islandzkiego porostu w Warszawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze sprawdzonego źródła wiem, że w zielarni na Broniewskiego mieli. Może akurat to blisko?
      A co do wspaniałości... piekłaś na pewno setki lepszych, bardziej oswojonych w konsystencji i smaku, ale ten na pewno jest bardzo ciekawy, tego mu nie odmówię. :)

      Usuń